czwartek, 11 lipca 2013

Kolory lata :)))





Nareszcie jestem i mogę dorwać się do bloga :)))
Mam tyle do opisania, że ta notka powstawać będzie chyba na raty przez dłuższy czas, hihi ;) Kochani, naprawdę nic złego się nie działo, wiem, że ostatnio było tak, że moje milczenie spowodowane było dołkami życiowymi ale tym razem życie po prostu wessało mnie na amen, tak że nie miałam nawet kiedy odpalić komputera, a gdybym nawet chciała coś napisać to i tak nie mogłam, bo skończył nam się limit na internet ;)
Ale za to namiętnie pstrykałam fotki ;)



Ostatnie dni znów były gorące i to było to, co tygrysy lubią najbardziej :)))
Jednak wczoraj w ogórkach dogrzało mi tak masakrycznie, że chwilowo miałam ich serdecznie dość, zamarzyła mi się nawet ociupinka deszczu... no i rzeczywiście popadało i ochłodziło się troszeczkę... a ja dziś od rana znów sprawdzam prognozę i czekam na pogodę 28 stopni albo i więcej :)))

Lato w tym roku jest przecudne, zboża złociście dojrzewają, a jak zboża to żniwa, jak żniwa, to dożynki a po dożynkach już jesień...



Jak jeszcze chodziliśmy ze sobą z Tygrysem, obiecywaliśmy sobie, że nigdy nie wylądujemy na wsi i nie będziemy uprawiać roli. No nie mogę się nadziwić, jakie to życie czasami potrafi być przewrotne :)))
Mam jadnak nadzieję, że to tylko chwilowy epizod w moim życiu...



W międzyczasie padło nam auto. Jechałam właśnie po mamę do Krakowa, żeby ją zabrać w odwiedziny do taty, była piękna niedziela a ja od rana miałam złe przeczucia, coś sprawiało, że strasznie nie miałam ochoty gdziekolwiek jechać. Po maską coś stukało (jak się rozgrzeje, to przestanie, powiedział Tygrys) a na drodze za domem od strzała przebiłam oponę i musiałam się wracać... Miałam wrażenie, że auto dosłownie "pływa" po drodze, ale nie mogłam przecież powiedzieć mamie "wiesz co, nie przyjadę po Ciebie, bo mam złe przeczucie...", pojechałam więc, siedziałam jak na szpilkach, stawałam na stacjach, żeby sprawdzić czy ta opona się znowu nie przebiła... Jechałam powoli i dojechałam aż pod Hutę gdzie w pewnej chwili auto po prostu zaczęło tracić moc i po chwili zupełnie zgasło... Wielkie szczęście w nieszczęściu, że dojeżdżałam akurat do wysepki, zaparkowałam na zakreskowanym kawałku jezdni na samym środku drogi pomiędzy dwoma pasami, jak na jakimś parkingu ;) Po obu stronach drogi chwasty, auta jadą z przodu i z tyłu a ja stoję na środku i czekam aż Tygrys przyjedzie z sąsiadem, żeby mnie sholować... i tylko zastanawiałam się co sobie ludzie myślą i śmiać mi się chciało, że pewnie myślą "co za idiotka tu zaparkowała???", ale awaryjne miałam włączone, więc może domyślili się, że nie dla własnej przyjemności tu stoję ;)



Co od naszego auta to jest ono już w stanie szczątkowym dosłownie...
Niektórzy ludzie po powrocie z zagranicy pierwsze co, to kupują nowe auta ;) Żeby było widać, że kasiaści są, bo wiadomo -  złomami to biedota jeździ ;))) Nasz złom służy nam już od 2007 roku i przywiózł wszystkie materiały na budowę... nawet tonę piachu i pustaki betonowe woził, a Tygrys nim drut na budowie prostował :)))
Nie imponują mi nowe bryki, auto służy nam do jeżdżenia, nie podbudowywania własnej wartości ;))) Przez jakiś czas jeździliśmy z czarną, ziejącą dziurą zamiast klamki od kierowcy, bo ja klamki jakoś tak notorycznie urywam ;) Podobnie jak uszka od kubków, też odpadają ;) Tygrys pokazał mi jak otwierać drzwi bez tej klamki, wsadzało się palec w tą dziurę, pociągało za tajemniczy haczyk i proszę: żadna klamka tak naprawdę nie jest potrzebna ;))) Ale pewnego razu zdjął też cały panel ze środka z drzwi od strony kierowcy, wsiadłam do auta i pojechałam do naszego wsiowego sklepu po mleko do kawy, wysiadać chcę a tu nie ma nawet za co pociągnąć!!! Co tu robić, wstyd jak cholera, wszystkie miejscowe żuliki pod sklepem siedzą i patrzą, a ja przez drzwi od strony pasażera z auta wychodzę ;)))



Gdzieś pomiędzy zbieraniem ogórków, jeżdżeniem naszym ukochanym złomem (od kierownicy mam już odcisk na dłoni) a pomaganiem sąsiadom przy przebieraniu bobu (mamy najlepszych sąsiadów na świecie!!!) zakisiłam parę słoików ogórków a w sieni czeka na mnie kolejny worek i wiązka kopru ;) Stara kamionka też została do pełna wyładowana ogórkami i kisi się pod ławką na tarasie... Zapach dojrzałego kopru... bezcenny :)



Sama nie wiem co będę dzisiaj robić, czeka mnie sprzątanie, pomyję chyba szafki w kuchni no i pewnie poodwiedzam Wasze blogi :)
Dziś mam trochę luźniejszy dzień, a od jutra znów ogóry, wizyta u taty i pojadę pewnie po mamę do Krakowa...
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze, postaram się odwdzięczyć jak najprędzej :)))


asior1122 11 lipiec 2013
Dosłownie zapachniało mi w domu Twoimi ogórkami i koprem :))) Ja przetwory robię u mamy razem z nią i wtedy zabieram kilka słoików do domu...Po prostu nie przejadamy hurtowych ilości ale coś na zimę w spiżarni trzeba mieć :)))
Jeżeli chodzi o Waszego "złomka " nie martw się , my mieliśmy reno tak stare że tylko mój śp.ojciec umiał go obsługiwać...wszystko w nim było na opak :) A raz jak mi stanął na rondzie w godzinach szczytu to myślałam że mnie zlinczują na samym środku, w końcu ktoś mi pomógł i go zepchnęliśmy na pobocze :))) Zdjęcia cudne tak jak tylko lato może być cudowne....
pozdrawiam serdecznie pani X
Taita (gość) 11 lipiec 2013
Upały Ci się marzą? To zapraszam do Irlandii :) Do czego to doszło, żeby na wyspie było po 28-30 stopni?! ;) Dziś też mamy 28 stopni, ale przynajmniej jest wiatr, więc ta temperatura jest bardziej znośna. Przy braku wiatru można było się usmażyć... Codziennie sprawdzam pogodę i już nie mogę się doczekać orzeźwiającego deszczyku, albo przynajmniej kilkustopniowego spadku temperatury.

Tutaj też się różnimy - ja lubię i doceniam dobre, nowe, mocne auta. Niektórym się wydaje, że auto to auto - nieważne jakie, byle by jeździło. Nie podzielam tej opinii. Tylko odpowiednie auto zapewni nam komfort i przyjemność jazdy, a także zwiększy nasze bezpieczeństwo. Jeśli ktoś sporadycznie korzysta z samochodu, to pewnie nie przywiązuje wagi do jego parametrów,. Dla osób, które cenią sobie komfort i często się przemieszczają, mają one duże znaczenie. No i nie ukrywajmy, gdybyście mieli lepsze, solidniejsze auto, to opisana przez Ciebie historia pewnie by się nie wydarzyła / prawdopodobieństwo jej wydarzenia się zostałoby znacznie zredukowane.

Nie twierdzę, że auto powinno być nadrzędną wartością [nie jestem zwolenniczką samochodowego szpanu i lansu], ale dobrze jest mieć je sprawne i w miarę młode. Dla własnego bezpieczeństwa i wygody. A Tygrysowi nie marzy się jakaś lepsza bryka? Mężczyźni z reguły przywiązują większą wagę do gabarytów i marki swojego pojazdu.
piboha (gość) 11 lipiec 2013
Ja stąd dzis nie wychodzę!!! te zdj mnie użekły i oczarowały, ja tam do Was pod namiot z moja rodzina przyjade i bede spac w tym zbożu!!! Ech.... Macie cudnie po prostu.... A te ogórki i to wszystko!
I kocham Was z mety! za to auto złomowate, bo sama takie miałam i kochaliśmy je nad życie, Adi prawie kompletnie potrafił sam je naprawić... Adela się nazywała nasza stara fura i miała już bidulka tyle za sobą... dla mnie samej też takie rzeczy nie mają znaczenia, Adi często nie może mnie zrozumieć :) ale to najmniejszy problem, bo nigdy nie zwracam uwagi na to :) a o tym, że jak sie z zagranicy wraca i trzeba kupic nowe auto to nie słyszałam.... jakies to głupie! albo ja jestem zacofana po prostu...
Magadalena88 (gość) 11 lipiec 2013
Witaj kochana!
Już dawno tego nie robiłam, ale właśnie przeczytałam Twoją notkę na głos Marcinowi :) Pyta jakie macie auto? Ale się uśmialiśmy :) Cieszę się, że nie tylko ja mam przygody z autem... A jutro mój dziewiczy kurs fiatem do pracy... trzymaj kciuki :P

Zdjęcia cudne... Marzy mi się taki spacer... Zaplanowałam na niedzielę leniwe popołudnie nad rzeczką... Tylko ciiii bo nic nie wyjdzie. Żeby tylko pogoda była...

Nasze pierwsze ogórki już w słoikach. mama Robiła z papryczką chili :) Jutro znowu trzeba pozbierać...

Pozdrawiam Was serdecznie :*
czar-życia (gość) 12 lipiec 2013
Jak się patrzy na te twoje zdjęcia to jakiś taki spokój człowieka ogarnia, super, a zapach ogórków i dojrzałego kopru az u siebie czuje, pozdrawiam :-)
sfrancuziala5 12 lipiec 2013
Jeju te ogorki sa przepiekne! Wlasnie kiszonych mi tu najbardziej brakuje (i swojskiej wedzonki do zagryzienia) Az mi zapachnialo.
Ja mialam w Polsce zlomki i teraz sie ciesze z mojego porzadnego samochodu, ale wlasnie dlatego, ze sie nie martwie czy gdzies dojade, nie po to zeby szpanowac.
sensualnie (gość) 12 lipiec 2013
Fioletowa kuchnia?
zawieszonatd (gość) 12 lipiec 2013
A u mnie wciąż nieblogowo i chyba już nigdy nie nadrobie tego pisania. Ale miło było wpaść tu na moment i obejrzeć Twoje zdjęcia.
żabka (gość) 14 lipiec 2013
Masz niesamowity talent do robienia zdjec, ale i okolica przecudna...
Zakochałam sie tez w fiolecie w Twej kuchni... Cudny!
skomplikowanaaga (gość) 14 lipiec 2013
też przydałoby się żebym zrobiła ogórko które uwielbiam i jakieś inne przetwory, ale nie mam natchnienia zwyczajnie tak
pozdrawiam słonecznie!!!!!!!:)
asikus (gość) 14 lipiec 2013
Kochana, uwielbiam Cię czytać! Naprawdę! Twoje notki są tak cudowne, nawet jak masz doła.. A na te pozytywne to po prostu brak słów! Poza tym jesteś cholernie uzdolnioną babką :) Bo to że robisz piękne dzieła sztuki to już wiemy ale teraz pokazujesz cudowne oblicze mega uzdolnionego fotografa! Twoje fotki są bombastyczne! Kurczę, wielka szkoda że mam do Krakowa tyle kilometrów bo uwierz mi że już piłabym z Tobą herbatkę na Skarpie :)))))
sza... (gość) 14 lipiec 2013
dla mnie upały nie wskazane, ale mogę stwierdzić, że kiedy oglądam Twoje zdjęcia, to mi się Wasze upalne widoki podobają:) Pracowicie masz to fakt,ale odnoszę wrażenie, że lubisz jak się coś pozytywnego dzieje:) nie pamiętam czy zostawiłam Ci hasło;)
poczasie 15 lipiec 2013
czyli autko macie wielofunkcyjne takie :) hi.. hi...
więc nie ma się co dziwić że od czasu do czasu się buntuje :)
ps. u mnie już trzecie kiszenie dobiega końca :) a zapach kopru i czosnku hmmmmm.... masz racje bezcenny :)
el (gość) 17 lipiec 2013
A zeby sie do mnie odezwac to nie a co tam elfik wek.
izalza 18 lipiec 2013
Pięknie szczęśliwie romantycznie :) Pozdrawiam i będę zaglądać :)
mamamarzynia (gość) 18 lipiec 2013
Nigdzie nie przezywa się lata tak, jak na wsi, gdy się człowiek zanurzy po szyję.
Całuski od mamci - Marzynia
Magadalena88 18 lipiec 2013
Przylazłam życzyć miłego weekendu :*
ognista (gość) 19 lipiec 2013
piękne te kolory lata;)....i dużo wiosennych zieleni jak na to lato;) zaskoczyłó mnie aż tyle zieleni;) u mnie wszystko jest...przepalone rude rdzawe od ostrego słonca naswet trawa...


heh mówi się że..jakie auto taki własciciel;P;p;P jak w końcu zrobię to prawko to bedę jeździe Renault ojca.... wielki ciężko prawie czterometrowy dtuwotyony diesel.... którego trzeba traktować po chamsku...sprzęgło ostro...ostro gazować by ta bestia ruszyła....temu pewnie wciąż oblewam bo egzaminacyjnątoyotkę traktuję jak diesla;)
Magadalena88 (gość) 20 lipiec 2013
Co tu tak czarno?

:*
mamamarzynia (gość) 23 lipiec 2013
Cybuchy to to. A połączenie kefiru i ogórków jest jak najbardziej właściwe, robiłam taki chłodnik, co ino nie miałam dobrego zdjęcia. Ale se zrobię, boś mię zainspirowała :-)
lego sklep (gość) 24 lipiec 2013
Przepiękne te zdjęcia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. To inspiruje! :-*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...